Kategorie: Wszystkie | Dziwnie | Pięknie | Sennie | Smutno | Straszno | Śmiesznie
RSS
piątek, 07 grudnia 2018
WEŹ NIE PYTAJ, kobieto

Piosenka pana Pawła Domagały "Weź nie pytaj", farciarza nad farciarze, tak zawodowo jak i prywatnie, to jest dopiero kopalnia znaczeń i drugich den. Ale też postawy życiowej mężczyzny empatycznego i odpowiedzialnego. A jednak - zupełnie niechcący - ma też wydźwięk antyfeministyczny. Bo - wyobraźmy sobie - przychodzi facet do domu po całej spędzonej na hulankach nocy. Żona wściekła: Gdzie byłeś? On łagodnie: Weź nie pytaj, weź się przytul... I ona policzek przykłada do jego serca i już w porządku, już wie, że to wszystko nieważne, bo dla niego cały świat jest tutaj...

Przychodzi do domu kobieta po całej nocy. Mąż wściekły: Gdzie ty się szlajasz? Telefon wyłączyłaś k...o, co ty sobie wyobrażasz? Weź nie pytaj, weź się przytul... Coooo? Tobie chyba od...o! S....j z mego domu!

niedziela, 02 grudnia 2018
RZECZY, KTÓRYCH NIE WYRZUCIŁEM i nie wyrzucę

Jak się do tego zabrać, jak sprostać odchodzeniu własnej matki? Jak się uzbroić, jak przygotować, żeby mniej bolało? 

Kiedyś sądziłem, że ludzi pamiętamy, dopóki możemy ich opisać. Teraz myślę, że jest odwrotnie: są z nami, dopóki nie umiemy tego zrobić - pan Marcin Wicha, laureat tegorocznej nagrody literackiej Nike, wyjmuje z pamięci scenki, rozmowy, przemyślenia dotyczące matki. Zapisuje, by naprawdę mogła odejść. 

Eseje, zdania, frazy - nic do końca, niewiele z puentą. Codzienność wymyka się precyzyjnym opisom, nie jesteśmy konsekwentnie jednolici. Nie da się z życia zrobić bloku tekstu. Zawsze coś będzie niedokończone, niedomyślane, wyrwane z całości. 

Syn, porządkując mieszkanie po matce, przegląda przedmiot po przedmiocie, książkę po książce. Wszystko budzi wspomnienia, kojarzą się wspólne rozmowy, czasem coś domaga się wyjaśnień, których już nigdy nie będzie. 

Powstają z martwych dawno nie używane słowa i określenia. Być przy pieniądzach, obciąć się na egzaminie, czesać na pożyczkę. Wraca piękne słowo: mątewka - drewniany wiatraczek do mieszania np. ciasta na naleśniki, ręczny pierwowzór miksera, wraca brzydkie słowo: niedorozwinięty, dziś to niepełnosprawny.

O zajmowaniu się wnukami autor mówi, że matka "pracuje na nieśmiertelność"  Zupełnie jak Drodzy Esowie, którzy konsekwentnie budują własną legendę u wnuków. To dziadek zabiera je do teatru, to on nie likwiduje piaskownicy obok domu, choć dzieci dawno już wyrosły, to on jedzie setki kilometrów, gdyż zbliża się Mikołaj. Droga Es opiekuje się, przetwarza, gotuje i wypieka, szczególnie w chlebie jest niedościgniona. Rozmawia. Czytają, grają w planszówki. Dzięki tej książce wiem, że te oczywiste wydawałoby się zachowania/zajęcia odżyją kiedyś w pamięci wnuków, choć gwarancji nie ma żadnych - które. 

 

wtorek, 27 listopada 2018
O MÓJ ROZMARYNIE, czyli czego autor nie chciał powiedzieć

To wcale nie było tak, że wyłącznie z miłości do ojczyzny. Czasem z rozpaczy i na złość, jak w tej powszechnie znanej piosence. (...) a jak mi odpowie/ - nie kocham cię/a jak mi odpowie/ - nie kocham cię/ułani werbują/strzelcy maszerują, zaciągnę się (...). Wojsko zaopiekuje się strachem żołnierza, żołnierz pojmie to inaczej: (...) dadzą mi manierkę z gorzałczyną, ażebym nie tęsknił,/ażebym nie tęsknił za dziewczyną (...). Zaszantażuje na koniec pannę: (...) bagnet mnie ukłuje/śmierć mnie pocałuje, ale nie ty (...).

Zastanów się, co robisz.

Tutaj ojczyzna i wojenka jawią się jako wybawcy od bólu po źle ulokowanych uczuciach. Chociaż... Ostatnia zwrotka: (...) za tę naszą ziemię/skąpaną we krwi/za naszą niewolę/za nasze kajdany, za wylane łzy(...) - mało wiarygodna wprawdzie po romantycznym początku, mocno ideologiczna, ale jakby stawiająca do pionu rozmemłanego zakochaniem żołnierzyka: Człowieku, są rzeczy ważniejsze niż miłość, małżeństwo, rodzina, spokojne, szczęśliwe życie.

A przy okazji - panienka ukarana.

piątek, 23 listopada 2018
Celebryci mojego dzieciństwa

Gdybym miała okazję porozmawiać z panem Adamem Michnikiem, nie powiedziałabym: Zawsze chciałam pana zobaczyć na żywo. Takie pytanie krępuje, bo cóż nagabywany, który nie jest amantem filmowym, ma powiedzieć? Taaak? No i jaaak? 

A jednak.

Panowie Kuroń i Michnik to byli celebryci mojego dzieciństwa. Celebryctwo owo było o tyle dziwne, że wszyscy o nich wiedzieli, ale nikt ich nie widział.

Skupiali moją ciekawość tym, że byli inni. Tajemniczy. W małym miasteczku czas mijał zwyczajnie, o polityce przy dzieciach się nie mówiło. 

A więc odmienność. Żywy przykład tego, że można być w mniejszości i mieć rację.

wtorek, 20 listopada 2018
LATO według Jana Englerta

Wczoraj premiera w Teatrze Tv - Tadeusza Rittnera "Lato" w reżyserii pana Jana Englerta - i wytchnienie po dożylnych spektaklach w ramach obchodów stulecia niepodległości. To też początek XX wieku, ale jakże poetyczny: suknie, kapelusze, koronki, jedwabie, lniane garnitury. Elegancja i maniery. Piękna, stylowa willa nad brzegiem rzeki, plaża, słońce, uczucia. Przypomina się film "Dwa księżyce" pana Andrzeja Barańskiego. Wszystko lekkie, uskrzydlone, zamglone, nierzeczywiste. I chociażby dla kapitalnie wykreowanego nastroju można by patrzeć, chłonąć i się nasładzać.

A są jeszcze aktorzy i ich muślinowe kreacje. I zasępiony wiarołomnością małżonki Doktor - pan Jan Englert.

Majstersztyk.

środa, 14 listopada 2018
Cała Polska stawia pomniki

Panie Boże, skarżył się nasz papież, przecież wiesz, że nie znoszę swoich pomników. Przecież mówiłem wyraźnie rodakom-Polakom, że sobie nie życzę. A oni, nie dość, że nie chcą słuchać i robią mi na złość, to jeszcze takie szkaradzieństwa stawiają. Nawet do mnie niepodobne. Na każdym kroku, gdzie nie spojrzę - ja. Duży, mały, gruby, chudy, młody, stary, wesoły, smutny, z pastorałem, bez pastorału... Panie, zdejmij ze mnie ten ciężar. To piekło w niebie.

No cóż, muszę przyznać Karolu, że jeśli Polak chce stawiać pomniki, to ja jestem bezradny. Ale obiecuję, że do jutra coś wymyślę. 

Rozmowa toczyła się 9 kwietnia.

 

niedziela, 11 listopada 2018
Akademia OPOWIEŚCI, czyli uczczenie

Nie było lepszego miejsca na ten finał. Aula im Daszyńskiego Instytutu Politologii UMCS, w której został powołany pierwszy rząd niepodległej Polski, w piątkowy wieczór zebrała laureatów konkursu na opowiadanie "Nieznani bohaterowie naszej niepodległości". O zwykłych Polakach, którzy ciężką pracą tworzyli podstawy dzisiejszej świetności naszego kraju. Poza trójką nagrodzonych byliśmy tam też liczni my - ludzie drugiej młodości, ciągle ciekawi mądrych słów, pozwalających zrozumieć.

Wykład "Dlaczego warto poznawać najnowszą historię Polski?" wygłosił historyk z wykształcenia, ale też - parafrazując - znany bohater naszej niepodległości - pan Adam Michnik. Czas i wiatry historii nie osłabiły siły jego głosu, nie odebrał mocy jego słowom. Wykład miał obiektywizm naukowca, bystrość obserwatora i dociekliwość badacza. Błyskotliwość i poczucie humoru. Co można mieć w życiu więcej niż pełną głowę?

Konkluzji było kilka. Główna, żeby nie dzielić historii, wybierając tylko czarną, albo tylko białą wersję wydarzeń. Historia jest: i taka, i taka. Jak ludzie, którzy ją tworzą. Piłsudski miał momenty wielkie, ale miał też paskudne. Nasi narodowi  bohaterowie literaccy to przecież Jacek Soplica - ksiądz Robak i Kmicic - Babinicz. Każdy zbłądził, każdy winy naprawiał. Najważniejsza jest prawda. Czasem trzeba się z nią zmagać, ale tak ma być. Konkluzja druga: w społeczeństwie jest zwykle tylko dwadzieścia procent ludzi świadomych sytuacji. Ale nawet jeśli jest to taka mniejszość, warto być z tymi, którzy mają rację.

Najpierw trzecia nagroda: pani pielęgniarka - suknia koronkowa na podbiciu w kolorze butelkowej zieleni - autorka opowieści o swojej babci akuszerce, wielce oddanej pracy podczas powojennego wyżu demokratycznego, jak nomen omen nazwała wyż demograficzny. Odbierając nagrodę od pana Adama Michnika powiedziała: Zawsze chciałam pana zobaczyć na żywo, bo tak to tylko w telewizji...

Laureat nagrody drugiej, który poprzednią edycję wygrał - ciemna wełniana marynarka - zaznaczył, że całe swoje życie przeżył w niepodległej Polsce i za to chce panu Adamowi podziękować 

Zwyciężczyni, pani polonistka - niebieski żakiet do figury - wyłamała się z głośnych podziwiań redaktora naczelnego i podziękowała swojemu bohaterowi, pierwszemu polskiemu właścicielowi Pudliszek Stanisławowi Fenrychowi. Do dziś ludzie w jego okolicach wspominają  go z szacunkiem i wdzięcznością mówiąc, że kto się trzymał Fenrycha nigdy nie żałował. Czego jestem najlepszym przykładem, zakończyła.

Jeśli obchodzić stulecie to tylko tak.

To był niezwykły wieczór.

czwartek, 08 listopada 2018
Kawa z dodatkiem

Można się dosiąść? spytał i od razu się usprawiedliwił: Nie lubię na środku, wydaje mi się, że z boku  trochę cieplej. Szczupły, wysoki blondyn o pogodnym wyrazie twarzy. Słowianin ze wschodu, sądząc po akcencie.

Rzeczywiście, w wielkich fotelach trochę zaciszniej niż przy stolikach z krzesłami. Proszę, odpowiedziałam, zajęta torcikiem firmowym. Chyba powinnam wziąć taką kawę jak pan, zamiast tego cappuccino. Ja raz biorę americano macciato, a raz espresso. Pogrzebał w torbie i wyjął z niej maleńką szklaną solniczkę z ciemną zawartością, brązowe pudełko ze złotymi wzorkami i prostokątną czekoladkę w ciemnym pazłotku. Starannie ułożył to obok kawy. Miał dłonie pianisty.

Najpierw solniczką posypał piankę na kawie. O! wyrwało mi się, to czekolada? Nie, goździki. Zawsze mam ze sobą coś, co robaki lubią i coś, czego robaki nie lubią. A to są najlepsze słodycze na świecie, sięgnął do pudełka i wyciągnął sprasowanego daktyla. Nie używam cukru, jestem makrobiotykiem. Łyk kawy przegryzł daktylem. Tego też robaki nie lubią. Zawinął folię, zamknął pudełko. Odwinął gorzką czekoladkę, ułamał kawałeczek. Spakował wszystko do torby, zapatrzył się, zamyślił.

Torcik firmowy przestał mi smakować. Pomyśleć, że karmię nim z robaki, które torciki lubią najbardziej.

 

 

sobota, 03 listopada 2018
FAŁSZERZE PIEPRZU, czyli cała prawda

Dwa światy: żydowski świat ojca, świat zasymilowanych Żydów, ludzi zdolnych, ambitnych, wykształconych: świat matki, świat polskiej szlachty, właścicieli majątków ziemskich, inteligencji, przedsiębiorców. Radom, Warszawa, Lublin, Rudnik, Pliszczyn, Ciechanki...

Jak to jest nosić w sobie krew dwóch tak odmiennych światów jak polski i żydowski? Jak pogodzić w sobie coś, czego się pogodzić nie da: zagładę milionów ludzi z obojętnym patrzeniem na nią innych milionów? Czy strach wszystko usprawiedliwia? Czy niechęć/nienawiść jest wystarczającym powodem do mordów?

Pytania te zadaje sobie autorka, czując się jednocześnie ofiarą i napastnikiem. I jest to najbardziej odkrywczy fragment książki. Nikt chyba nie ujął tragicznych losów dwóch narodów na jednej ziemi od tej strony.

Pani Monika Sznajderman kojarzona zazwyczaj z Wydawnictwem Czarne oraz panem Andrzejem Stasiukiem, jest także autorką książek. Nic bym o tym nie wiedziała, gdyby w moje ręce nie trafiła jedna z nich - "Fałszerze pieprzu. Historia rodzinna". Pisana rozmowa z ojcem panem Markiem Sznajdermanem, który opowiadać o swoich tragicznych losach nigdy nie chciał. "Tacie - zamiast rozmowy (...)" napisała córka w dedykacji.

Świetna książka, świetny tytuł.

 

 

 

wtorek, 30 października 2018
JAK PIES Z KOTEM, czyli samo dobro

Po antychrześcijańskim, jak twierdzą niektórzy filmie "Kler", mamy na ekranach film chrześcijański wybitnie.

Film "Jak pies z kotem" w reżyserii pana Janusza Kondratiuka, dobrze się ogląda. To kronikarski zapis umierania i - co tu dużo gadać - hołd złożony bratu, panu Andrzejowi Kondratiukowi. Akcja nie gna na łeb na szyję, wątki są linearne.Z drugiej strony, wszystkie filmy braci reżyserów tym się charakteryzują. Weźmy choćby fabuły kręcone w Gzowie, mój ukochany "Gwiezdny pył", czy "Dziewczyny do wzięcia". 

Pewnie nie wszystko w scenariuszu było dokładnie takie  jak w życiu, pewnie delikatniejsze, wygładzone, emocje dozowane. Brat z żoną spokojnie, cierpliwie zajmują się chorym, znoszą alkoholizm i nieodpowiedzialność żony Igi. Choć, jeśli ktoś opiekował się umierającym wie, jakie to jest napięcie, jaki ciężar nie do zniesienia. Ciężar, od którego chce się uciec na koniec świata, choćby oddając chorego do szpitala. 

Dwie role - pani Aleksandry Koniecznej i pana Olgierda Łukaszewicza - nagrodzone w Gdyni. Ja wyróżniłabym też pana Roberta Więckiewicza, chwilami łudząco podobnego do postaci Janusza. Nawet brzuch sobie zahodował. Dało się jednak zauważyć, że film był kręcony po kawałku, gdyż brzuch raz był, a raz nie. 

I ten przerywnik - drżące na wietrze listki brzóz.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 99
Archiwum
Zakładki:
Z pamięci i z wyobraźni